9/01/2016

Nowe jutro .

Są ludzie, którzy aby móc spełniać swoje marzenia muszą opuścić dom, wyjechać, niekiedy daleko i zaczynać wszystko z zupełnie czystym kontem. Są i tacy, dla których jedyną opcją jest w pewnym sensie pozostanie w miejscu, choć nawet mimo tego nic nie będzie przecież trwać wiecznie i niezmiennie.

Nie było mnie tu pół roku.. ale nie zamierzam nadrabiać zaległości. Zapisałabym Was na śmierć, haha :) Wydarzyło się wiele, jednak dziś słów kilka o mojej najbliższej przyszłości, bo licznie mnie pytaliście, ale jak zwykle tajniakowałam..

Jeszcze dwa lata temu byłam gotowa na piękny Kraków czy Wrocław. Na wyjazd i podbój własnych ambicji, które miałyby możliwość podmuchu w żagle. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim pojawiłam się na boisku z aparatem pod pachą i wszystko się zmieniło. Ponad rok solidnej pracy, której oddałam całe serce i która całkowicie pochłonęła i wywróciła do góry nogami moje życie. Odwlekałam czas, ale maturę zdałam, szkołę ukończyłam i trzeba było zmienić plany, obrać nowy kierunek. Przerwa nie miałaby sensu, a wyjazd gdziekolwiek dalej wiązałby się z odwieszeniem sprzętu na gwóźdź i pożegnaniem wspaniałych ludzi, miejsc i wydarzeń, których stałam się częścią. A więc to nie tak, że nie mierzę wysoko.. ja wierzę, że jak się coś kocha, walczy o to należycie i potrafi się dla tego czasem pocierpieć, to prędzej czy później się to osiągnie.

We wrześniu przeprowadzam się niespełna 60km dalej do miasta, w którym nigdy miało mnie nie być.. Mimo tego będę starała się zaadoptować Łódź jako drugi dom. Od października codziennie przekraczać będę bramę Wydziału Nauk Geograficznych UŁ jako studentka geomonitoringu. Niestety nie znalazłam się w gronie dziesiątki szczęśliwców przyjętych na fotografię do kultowej szkoły filmowej - PWSTiF, jednak sam udział w rekrutacji był dla mnie wielkim zaszczytem. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak wiele przez te dwa czy trzy miesiące nauczyłam się i dowiedziałam o samej sobie biorąc udział w egzaminach. Wierzę jednak, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Właśnie dlatego nawet cieszę się z takiego obrotu sprawy. Moje miejsce jest pod siatką, nie w studio :)

Moim celem jest utrzymanie poziomu pracy. Centrum łódzkiego da mi tą możliwość, a więc Atlas Arena, Energia czy spalski blaszak nie znikają z mojej mapy. W planach jest nawet kilka nowych miejsc. Wiem jednak, że przez studia nie będę już tak regularna. Między innymi dlatego musiałam odmówić propozycje pracy. Fotograf drużyny na wyłączność to jest coś.. w tym wieku i po tak niedługiej praktyce to już w ogóle, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Wbrew pozorom mój mały Tomaszów spełniał się komunikacyjnie w 100%. Nie raz będzie ciężko, ale mam nadzieję, że wszystko się ułoży. W końcu życie to mecz :) Trzymajcie kciuki!


fot. Kinga Knapiuk/Paweł Piotrowski/Klaudia Piwowarczyk/TV Zawiercie/KS Lechia

2/13/2016

Zdobyli Wrocław .

Zamiast nagrywać godzinne snapy, do których i tak nie każdy ma dostęp, piszę do Was tutaj. Cieszę się, że po wyjeździe do Wrocławia ze spalskim SMS-em tak wiele osób zaciekawiło się sylwetkami chłopaków, ich grą i naszą współpracą. Mimo rozdarcia pomiędzy dwiema stronami siatki słów kilka o tych, którzy najwięcej tam namieszali. Mam nadzieję, że żółto-czarni ludzie wybaczą i pochwalą swoich rywali. Wyjazd z chłopakami ze Spały uważam za mega udany. Podróż z siatkarzami to w zasadzie całkiem ciekawa sprawa, chociażby ze względu na wszechobecne, niemieszczące się między siedzeniami nogi - moje plecy niejednokrotnie to odczuły :) Z lasu pojechaliśmy najpierw do ZOO, haha. Nowe oceanarium i strefa tropikalna zrobiły na mnie spore wrażenie (przy okazji polecam), ale i tak oglądałam wszystko z myślą o zbliżającym się meczu. Spotkanie wyjątkowe, bo dwóch drużyn, z którymi na co dzień pracuję - SMS PZPS Spała i PGE Skra Bełchatów. W życiu nie spodziewałam się, że do takiego spotkania kiedykolwiek dojdzie, dlatego racja.. dla mnie to mecz marzeń. Obejrzałam końcówkę boju Czarni/Lotos, popstrykałam co nieco Resovię/GKS i wtedy weszli Oni - moi ludzie :) I poczułam się jak w domu.. Wtedy dostałam jakiś super magiczny zastrzyk, bo buzia nie przestawała mi się uśmiechać. W zasadzie jakoś z tym nie walczyłam, haha. Od pierwszej piłki moje nogi zamieniły się w galaretkę. Na wielu meczach byłam.. od maluchów po ligę światową, ale żaden nie wywołał we mnie takich emocji. Serce waliło mi jak nigdy, nogi biegały pod ławką, a aparat ledwo co trzymał się na nosie.. aż chwilami miałam ochotę wbiec na boisko (ale mogłoby się to źle skończyć, dlatego pozwoliłam działać jednak grawitacji). Co ciekawe.. nie musiałam klęczeć i uprawiać dziwnej gimnastyki - stały sobie ławki. Każda połowa boiska miała swoje i to na nich toczyły się migracje. Tam gdzie skra, tam i wszyscy.. oprócz mnie. Z jednej strony smutna sprawa.. z drugiej - przynajmniej mój obszerny tyłek miał dużo miejsca i wiecie co? Ja naprawdę z dumą tam siedziałam :) Podoba mi się to, że chłopaki z SMSu naprawdę jechali tam, żeby wygrać spotkanie. I ja wierzyłam, że to zrobią. I zrobili! Bo zagrali jak równy z równym, stawiając własne warunki z realną szansą na sukces. A najlepszym potwierdzeniem jest fakt, że po zaledwie kilku akcjach spalskie przyśpiewki skandowała prawie cała hala, zagłuszając słynny klub kibica żółto-czarnych. Dla większości chłopaków występ w Pucharze Polski był przygodą życia. Cieszę się, że tak wielkim echem odbiła się ich gra, a statystyki na facebookowej stronie drużyny od weekendu szaleją. Aż ciężko chwilami nadążyć. Niewielu przecież wie, że stanęli przeciw sobie mistrzowie świata - kadeci i seniorzy. Podczas prezentacji słyszałam o chucherkach, którzy dostaną lanie od skry. Kilka osób starałam się nawet w tym temacie oświecić, ale chyba niepotrzebnie, bo chłopaki zrobili to sami już w pierwszych akcjach. Spoglądając na trybuny widziałam zaskoczone miny, a potem słychać było doping w stronę spalskich lasów. Tego dnia identyfikowałam się z drużyną i przeżywałam wszystko razem z nimi lub może nawet i trochę bardziej.. W Spale niewielu mają widzów, dlatego jak tylko mogę, staram się, aby mieli ich chociaż wirtualnie. Dlaczego? Bo to młodzi i zdolni ludzie, którzy zasługują na uwagę i którzy za chwilę staną na plusligowym parkiecie, skąd droga do reprezentacji seniorów jest jedynie kwestią czasu. Jestem tego pewna. Po meczu wróciłam się pod bandy. Co zobaczyłam? Kolejki kibiców do chłopaków, a to po zdjęcie, a to po autograf - swoją drogą.. mądrzy ludzie, bo za kilka lat mogą się do nich nie dopchać, haha :) Przybyli, zobaczyli, zwyciężyli. Wrocław zdobyty. Mam nadzieję, że takich meczy będzie więcej :)
Wracając w środku nocy do domu miałam wielki mętlik w głowie. Po całym dniu spędzonym wśród wysokich rówieśników zdałam sobie sprawę, jak wielką radość daje mi współpraca z nimi. Nie jest to dla mnie surowy obowiązek, wyłącznie zdjęcia czy zdobywanie doświadczenia. Śledzenie ich zwycięstw, porażek, rejestrowanie pierwszych kroków sportowych karier, poczucia humoru, poznawanie osobowości i bliskość z zespołem, o której ciężko mówić zwykłemu fotografowi np. w wyższych ligach.. to mnie porwało. Mimo że nie ze wszystkimi trzyma się kontakt, nie wszyscy jeszcze się do siebie przekonali, bo co tu dużo mówić.. dopiero się poznajemy i często trochę wzajemnie wstydzimy (chociaż nie wiem czemu - w końcu to ja tam jestem tą jedyną małą dziewczyną w tłumie wieżowców.. i podobno nie gryzę, haha), naprawdę bardzo ich lubię i zawsze trzymam za nich kciuki. Dlatego tym bardziej jeżdżąc tam nie po coś a z czystej przyjemności, nie będąc atrakcyjną metr siedemdziesiąt i nie robiąc zdjęć idealnych, miło mi ogromnie, że spotykam się przy nich z szacunkiem, uśmiechem czy dobrym słowem w moją stronę. To wszystko sprawia, że zawsze dobrze się tam czuję i pewnie smutno mi będzie kończyć każdy kolejny wspólny sezon.

Nie wiem czy tymi uczuciowymi tekstami sobie pomagam czy szkodzę, ale wiecie przecież, że lubię szczerość.
Czasem bywa ciężko słowem, tak wprost.. dlatego jestem tutaj :)














11/17/2015

Podsumowanie .

Na wstępie kilka zdań złotych przemyśleń..
Podczas gdy niecałe dwa miesiące przed studniówką fala moich rówieśników zaczęła nagle w magiczny sposób odnajdywać miłości swego życia (if you know what I mean, haha)szyć sukienki lub zamawiać limuzyny, ja włóczę się po halach sportowych, oglądam życie zza wizjera aparatu wśród wspaniałych ludzi i mam pod ręką wszystko to, co daje mi radość. Beż żadnych fajerwerków i szampanów.. tak po prostu i to jest właśnie najlepsze :) Co ze mną? Z ręką na sercu przyznaję, że z tego wszystkiego zapomniałam o tym maturalnym rytuale, haha, ale tylu Was na moich stronach, że chyba studniówkowy casting ogłoszę i może znajdzie się jakiś odważny do końca listopada, haha, bo na razie to bieda piszczy. Moja nieśmiałość w tym momencie też nie pomaga.. ale nie płaczę! :) Podchodzę do tego jakże istotnego dla innych wydarzenia z wielce przymrużonym okiem. Iść, potańczyć, trochę się pośmiać, powygłupiać - oderwać od codziennej rutyny, dla siebie samego.. od tak. Na luzie, a nie przez nacisk ostateczności "bo inni to będą gadać, jak nie pójdę.. a jak się wybiorę, ale sam, to już w ogóle tragedia.. będą sobie myśleć i wytykać.. bo nawet Anna Nowak czy Jan Kowalski kogoś sobie znaleźli, a ja nie" . Naprawdę na tym ma to wszystko polegać? Chyba nie tędy droga :) Dla mnie istnieją rzeczy ważne i ważniejsze.. i nie mam na myśli wyłącznie siatki czy aparatu, bo nie samym chlebem człowiek przecież żyje.

***
A co do tematu.. Zmieniamy barwy i wkraczamy w sezon klubowych rozgrywek siatkarskich. To dobra okazja na małe podsumowanie moich ostatnich podbojów.. bo chociaż moja przygoda nie trwa nawet roku, czuję, że osiągnęłam więcej niż sobie zakładałam - więcej niż myślałam, że będę w stanie. PlusLiga, Liga Mistrzów, Skra, Liga Światowa, Reprezentacja Polski Seniorów, Seniorek, Juniorów, Kadetów, I i II Liga, Puchar Polski, Plaża Open i zaproszenia na regionalne sportowe wydarzenia, podjęte współprace oraz nawiązane wyjątkowe znajomości.. Kosmoooos! :) Szczerze? Sama sobie nie dowierzam i mam nadzieję, że w nadchodzącym sezonie nie zwolnię, a jeszcze podkręcę obroty. Jestem człowiekiem, który strasznie rzadko jest z siebie zadowolony, a ze zdjęć to już w ogóle, haha. Perfekcjonistka.. ale to chyba dobrze, bo nieustannie chcę móc lepiej i bardziej. Każde wyjście, niezależnie czy przed 12 000 widzów lub też kameralnie przy samej drużynie, jest dla mnie lekcją i staram się wkładać max serducha w to, co robię.

Tak więc mogę uznać swój pierwszy sezon za oficjalnie zakończony. Przede mną nowe wyzwania. Prócz matury, prawa jazdy i innych osobistych celów wracam na boisko Skry w Bełchatowie, debiutuję w łódzkim Atlasie i kontynuuję współpracę ze spalskim SMS-em, w którym a propos coraz lepiej się czuję. Typowy tam ze mnie łazik. Mało mówię, poruszam się zwykle z klapkami na oczach, czasem wykonam jakieś skomplikowane pozycje w celu uzyskania dobrego ujęcia, a w środku tłumię burzę emocji. Trzeba się jednak najpierw wzajemnie oswoić, a wszystko przyjdzie z czasem. Mimo wszystko czuję zawsze radość na spotkania. Nie odwiedzam ich przecież ze względu na tytuły, które swoją drogą chłopaki wywalczyli już po załatwieniu cichaczem mojej posadki, ale ze względu na pasję. Naszą wspólną. To zdolni ludzie, których osobiście podziwiam i którym szczerze kibicuję. Zupełnie jakbym wracała do mojej kochanej klasy sportowej z lat gimnazjum, gdzie roiło się od pochłoniętych pasją chłopaków, z którymi nigdy nudno nie było. Męskie towarzystwo chyba zawsze bardziej mi odpowiadało, haha :) Jestem wręcz pewna, że przynajmniej z częścią tej gromady będę widywać się już wkrótce na wypełnionych kibicami halach podczas PlusLigi albo terroryzować na treningach coraz to starszych reprezentacji, haha. Życzę tego sobie i Wam, chłopaki :)










9/03/2015

Wyzwanie .

Tak dawno mnie tu nie było, że aż nie wiadomo od czego zacząć, haha. W poczekalni stos postów do publikacji, ale jakoś nie ma weny na kilka ciekawych i adekwatnych słów. Głupotami na siłę nie warto marnować czasu, a cierpliwość popłaca. Zarzucałam ostatnim czasem moich stałych czytelników siatkówką i jakimś sportowym kosmosem, czego wcześniej zupełnie tutaj nie było, ale mimo wszystko te kilka wpisów, tak czuję, było mi i blogowi potrzebnych. Dzisiaj.. jakby mały powrót do korzeni.

Dopiero co oswoiłam się z bełchatowskim boiskiem i polubiłam z kolorem żółtym, a tu dostałam niesamowitą szansę wykazać się przy biało-czerwonej fladze na piersi mistrzów świata i to w zupełnie wyjątkowych warunkach. Cieszę się na tak ogromne możliwości. To dużo jak na pół roku pracy w zupełnie nowym i poważniejszym niż zwykle zaułku. Chwilą adrenalina, inną rutyna, ale to naprawdę wielka sprawa, którą pamięta się całe życie. Przez to wszystko wiele się zmieniło.. ja się zmieniłam.

Wakacje były oddechem. Spędziłam więcej czasu z najbliższymi, a wolne chwile wykorzystałam na przemyślenia odnośnie najbliższej przyszłości, swoich wartości i marzeń. Pozwoliłam sobie na kilka wyzwań, tajnych planów i debiutów, co jeszcze bardziej wzmocniło świeże skrzydła. Idąc za ciosem przede mną, jak sądzę, najtrudniejsze wyzwanie - klasa maturalna, ważne wybory i decyzje. O ile ostatnie miesiące były szaleństwem, dopiero teraz zaczyna się prawdziwa ostra jazda, haha. Tysiąc zajęć i obowiązków w szkole, poza nią, a do tego nowy sezon, kolejne wyjazdy i godziny pracy nad zdjęciami, których od października będzie zdecydowanie więcej. Proszę o wyrozumiałość.. (aż nie wierzę, że to piszę, haha) ale szkoła jest teraz najważniejsza. Tu chodzi o coś znacznie istotniejszego niż kilka ocen, czyjeś zadowolenie.. przyszłość, moja przyszłość, marzenia i dobry byt :) Ale proszę nie myśleć, że odpuszczę siatkówkę, o nie! Jak już wielokrotnie wspominałam, bez takiej motywacji rady nie dam. Zatem do zobaczenia na hali lub przed telewizorem, haha. Wiem oczywiście i uprzedzam, że mimo przepustki będę z ciężkim sercem musiała czasem odpuścić na rzecz mózgowania w domu, ale już ja się postaram o solidną rekompensatę.

Na zakończenie, żeby nie przedłużać, kolejny raz chciałam podziękować za falę ciepłych słów, motywację i wsparcie. Za każdą wiadomość, zaczepkę i poświęconą chwilę. Każdy z Was jest niesamowity na swój odrębny sposób i to jest najfajniejsze. Cieszę się, ze jesteście :) Zawsze bądźcie sobą, choćby nie wiem co. Spełniajcie marzenia, doceniajcie każdą chwilę i nigdy nie zapominajcie kim jesteście, skąd jesteście i dzięki komu to wszystko macie.

Pozdrówki! :)


6/21/2015

Ordinary .


Wiem, że wielu z Was czeka na album z Torunia, ale mimo otrzymania akredytacji prasowej na Mecz Gwiazd nie dotarłam. Czasami nawet takie przedsięwzięcia wymagają dokonania niełatwych wyborów czy chociażby odłożenia 'medialnej zachcianki' np. na przyszły rok.. grunt to rozsądek i profesjonalne podejście do sprawy. Nie ma więc sensu roztrząsać sprawy, bo widocznie tak miało być. Postaram się to w najbliższym czasie zrekompensować :)

Teraz do rzeczy..

Musicie mi wierzyć, że po Częstochowie jestem totalnie przesiąknięta emocjami. Utwierdziłam się w przekonaniu, że hale podczas meczy, szczególnie tych reprezentacyjnych, to prawdziwe sportowe sanktuaria :) Jestem z tych, co to bardzo wewnętrznie wszystko przeżywają i nie są raczej zwolennikami tańczenia małego walczyka czy zorby wśród trybun, ale pewnie dlatego wybrałam tą poboczną i znacznie spokojniejszą ścieżkę, która zazwyczaj wiedzie za bandami boisk. Przyznaję, że hymn a capella robi wrażenie i na pewno wywołuje większe ciarki niż egzamin w szkole, haha. Tym bardziej wzruszyłam się, kiedy w środku nocy patrzyłam przez szkło telewizora na tak znajome mi buzie, które mimo dzielących tysięcy kilometrów tonęły w biało-czerwonych barwach, a echo Mazurka Dąbrowskiego rozbijało się po całej hali. Mam pewność, że nie ma osoby, niezależnie od pochodzenia, której taki wydźwięk by nie poruszył. Jestem dumna, że gdziekolwiek jest nasza reprezentacja, może liczyć na wsparcie rodaków, którzy nie rzadko dają poczucie bycia i grania u siebie. Takie skrzydła to zdecydowanie bezcen.
***
Dostaję od Was sporo wiadomości. Przyznaję, że większość z nich to niemalże akty uwielbienia, haha. Mimo prywatności chciałabym do takich rzeczy nawiązać. W głębi ducha jestem człowiekiem otwartym, który lubi dzielić się pozytywną energią, co najczęściej staram się pokazywać poprzez wszelkie wpisy, opisy i wiadomości. Rzeczywistość jednak nieco mnie stresuje i zawstydza, przez co niejednokrotnie chodzę z rumieńcami na kamiennej buzi i ściśniętym gardłem. Jeśli ktokolwiek ma ochotę podejść podczas meczu, pogadać lub pożartować.. zapraszam. O takie rzeczy nie trzeba mnie pytać, bo one dają mi mega wsparcie i motywację. Wierzcie mi, że jestem bardziej zdenerwowana stojąc pod tymi trybunami niż wszyscy kibice razem wzięci i z reguły przemieszczam się jak koń z klapkami na oczach, byleby na kogoś nie wpaść, haha. Nie twierdzę, że nie robię czegoś wyjątkowego.. bo dla mnie moja praca jest bardzo wyjątkowa :) Ale jednocześnie jestem tylko pszczołą w ulu, Waszą rówieśniczką i zwyczajną sobą. I na pewno przenigdy w świecie nikogo nie udawałam i nie stawiałam się wyżej od kogokolwiek ze względu na to, co robię. Od początku zależało mi, aby być bez względu na bieg sprawy sobą.. żebyście polubili i przyjęli mnie taką, jaką jestem naprawdę.. taką, do której sama chciałabym się uśmiechnąć. Gdziekolwiek jestem, zawsze o Was myślę :) Każde ujęcie to morderczy schemat pod tytułem 'Jak zadowolić mojego odbiorcę', haha. Także mega mi miło, kiedy czytam, że moje prace lub słowa w pewnym stopniu pozytywnie na Was wpływają. To chyba największa nagroda, bo w pewnym sensie jestem dla Was :) Także wiecie.. nie trzeba się do mnie skradać czy Bóg wie jak oficjalnie zwracać w obłokach sławy i chwały. Nie przesadzajmy :)





6/08/2015

Okno .


Mówi się.. "Jak nie drzwiami to oknem". Coś w tym jest. Grunt żeby dążyć do celu i choćby nie wiem co.. nie odpuszczać, robić swoje i nie przestawać wierzyć. Najpiękniej bowiem jest walczyć o marzenia, pracować na nie, poświęcać się i nieustannie dążyć do bycia lepszym. Nie zawsze jest kolorowo, ale jeśli jest ciężko, to znaczy, że idziemy w dobrym kierunku :) Każdy popełnia błędy, zalicza wpadki i bywa wtedy nieciekawie. Jednak dobrze z pokorą wynieść naukę, a potem z podniesioną głową, uśmiechem i bez rozpamiętywania iść na przód. A jak się ma do czegoś ambicje, to nieważne czy masz 18, 28 czy 108 lat. Trzeba doceniać to co się ma i to, co można w życiu robić, bo kiedyś i ono się skończy. Niech więc innym będzie bez nas nudno :)

Pytacie o Ligę Światową.. Owszem, mogłam ubiegać się o akredytację medialną i patrząc po innych debiutantach myślę, że miałabym chyba realną szansę na sukces. W każdym razie z kilku powodów do rekrutacji nie przystąpiłam, ale dość spontanicznie wykupiłam bilet, który okazał się moim oknem :) Każdy mecz, niezależnie od rangi i perspektywy jest dla reportera nauką i kolejnym doświadczeniem. Nawet nie sądziłam, że z trybun dam radę pstryknąć tyle ciekawych ujęć. Jest we mnie trochę satysfakcji i myśl, że chyba sprostałam.. chociażby po Waszych wiadomościach i omyłce, że fotografowałam zza bandy :) To mega miłe! Na trybunach utwierdziłam się w przekonaniu, że marny ze mnie kibic, haha. Zbyt wewnętrznie przeżywam takie wydarzenia, co nie znaczy, że mniej niż inni. Poza tym za bardzo ciągnie mnie do aparatu. Gdybym mogła, to pewnie siedziałabym z nim nawet przed telewizorem, haha. Niewątpliwie jednak ogromne wrażenie zrobiła na mnie ta braterska atmosfera i oczywiście hymn. Coś.. co nigdzie indziej nie brzmi tak samo i nie wywołuje tak wielkich ciarek :) Trudy podróży zostały zatem zrekompensowane niezapomnianym wydarzeniem - moim debiutem na LŚ, a do tego uświetnionym niesamowitym siatkarskim spektaklem ze stanem podzawałowym w tle, haha.

Dariowych przemyśleń chyba wystarczy :)
Trzymajcie się ciepło!

>> INSTAGRAM <<
>> FACEBOOK <<


5/23/2015

See you again .


.. I trzymam pana trenera za słowo!
"Oby do zobaczenia." .. 

Dwa tygodnie temu przeżywałam pamiętne zwycięstwo w Bełchatowie i w głowę zachodziłam, gdzie ja się teraz podzieję. Tydzień później krążyłam na eliminacjach do Mistrzostw Świata Juniorów, a dziś mogę być dumna, że spędziłam wspaniałe dni z seniorską reprezentacją Polski - obecnymi mistrzami świata. Taka ze mnie niespokojna dusza :) Tym samym spełniłam swoje ogromne kadrowe marzenie, o którym nawet nie miałam śmiałości kiedykolwiek myśleć.

Pierwszy trening w skompletowanym składzie brzmiał jak propozycja nie do odrzucenia. Godzina na szybką decyzję i w drogę. Całe życie na krawędzi, haha :) Nie wyobrażacie sobie nawet, co działo się tuż przed wejściem do ośrodka w mojej głowie. Już na samym odcinku recepcja-hala tyle zdążyło się wydarzyć, że z moimi umiejętnościami mogłabym napisać książkę, haha. Po wejściu na boisko dotarło do mnie, że to wielka sprawa i wielkie wyzwanie, a wszystko w pojedynkę, bo poza sztabem i kadrą byłam właściwie sama. Za każdym razem wypatruję w tych sportowcach ludzi takich jak my. Daję im czas do 'zapoznania się' z moją obecnością i poczucie, że cenię ich prywatność, pracę i pasję. Taki trening, zupełnie na poważnie, to zdecydowanie coś innego od tego, z czym do tej pory się mierzyłam. Wielu rzeczy się obawiałam, ale wraz z dźwiękiem odbijanej piłki wszystko spłynęło. Kamienną twarz z meczy mimowolnie wymieniłam na ogromny uśmiech i świeczki w oczach. Pierwszy raz widziałam tych mężczyzn w tak prawdziwych relacjach. Byli zupełnie inni niż gdziekolwiek indziej.. Bycie świadkiem czegoś tak niecodziennego to mega sprawa. Siedziałam pod siatką jak zaczarowana i patrzyłam na rozpromienione, a przede wszystkim przepełnione pasją buzie. Z niektórymi tak często ostatnio się widywałam, a mimo to poznałam ich z zupełnie innej strony, od nowa. Zegarek przestał istnieć, aparat momentami też, haha, bo śmiechu było tyle, że gdyby nie ten sprzęt to zapewne leżałabym na ziemi. Żarty, żarciki, ubaw po pachy i sytuacje, które prawdopodobnie normalnie nie wychodzą poza spalski 'blaszak'.. nie przy takiej publice. I najlepsze w tym wszystkim było to, że będąc bliżej niż zwykle i mając to wstępne zakłopotanie, poczułam się jak w rodzinie.. jak na właściwym miejscu. Cenne fotograficzne ujęcia swoją drogą.. ale niesamowita atmosfera przede wszystkim. Takim humorem i uśmiechem nie najadłam się na żadnym meczu. Długo po spakowaniu aparatu przypatrywałam się grze i szczerze mówiąc ciężko było skierować ciało do wyjścia, haha. Ale umiar tez trzeba zachowywać.

Pojawiłam się również na dniu medialnym, ale tak jak sądziłam.. Godzina nieco aranżowanego treningu, oblężenie reporterskie, które niezbyt do mnie przemówiło i mało swobodna atmosfera. Po wyłączeniu oświetlenia wszyscy po fachu zaczęli się ulatniać. Takie to spalskie sposoby na pozbycie się mediów, haha :) Cierpliwie doczekałam, dokończyłam pracę dla ośrodka i mogłam iść, ale jakby to było, haha. Zostałam. Nigdy wcześniej nie oglądałam w taki sposób siatkówki jak w Spale. Oczy świeciły mi się pewnie niemiłosiernie i czułam w sobie niebywałą radość.. A w zasadzie dziwne nagromadzenie wszystkich możliwych uczuć.. I mówi to fotograf, haha :) Po dumaniu przy boisku poszłam jeszcze podziękować trenerowi za ciepłe przyjęcie i trzeba było się zbierać, bo już młodzi zaczęli schodzić się na swoją partię. Z ust wyjęto mi "oby do zobaczenia", poczułam ciepło na serduchu i jeszcze trudniej było się rozstać. Zarzuciłam nieco filmowym ostatnim spojrzeniem, haha i wyszłam. Szłam holem w jakimś totalnym amoku. Przy okazji powpadałam na trenerów, jakichś siatkarzy i dotarło do mnie wtedy jak cholernie dużo znaczy dla mnie realizacja swoich pasji i marzeń.. To jak bardzo kocham swoje małe życie, w którym tyle niemożliwego ostatnio się dzieje i że rozstaję się z cudownymi ludźmi. Nie z żadnymi mistrzami świata.. z taką trochę szaloną w tym zamiłowaniu do pasji rodziną. Wracając łzy lały się ciurkiem i trudno zdefiniować konkretny powód. Radość i smutek w jednym. Bomba przeżyć i uczuć. Pękłam. Ale to chyba tylko potwierdza wartość całej rzeczy. Czy to nieprofesjonalne tak myśleć? Czy to nieprofesjonalne pracować z takimi poglądami? :) To chyba właśnie najpiękniejszy rodzaj pracy. Umocniłam się w przekonaniu, że depczę właściwą ścieżkę. Bywa różnie, ale nie zrezygnuję :)
***
Mam nadzieję, że podzielenie się z Wami kawałkiem mojej perspektywy zostało miło odebrane. Najbliższy czas będzie prawdopodobnie uboższy w relacje, ale postaram się możliwie co jakiś czas o sobie przypominać :) "Tajne plany" wciąż są w grze. Co do filmiku z odpowiedziami.. wszystko nagrane, ale walczę z awarią programu (wszystko pewnie przez moją buzię, haha). Szkoda byłoby tak odpuścić.. Jak tylko coś wykombinuję, dam znać! 

Dziękuję za cierpliwość, 3majcie się :)





Photos for COS Spała by Daria Jańczyk

5/10/2015

Summation .


.. i nagle zdałam sobie sprawę, że zakończył się najfajniejszy (jak do tej pory) projekt w moim życiu. Ze względu na późniejsze dołączenie do ekipy sezon upłynął mi błyskawicznie. Mimo potwornego zmęczenia, które w każdy możliwy sposób maskuję oraz nabycia oczopląsu z naciskiem na kolor żółty, zaczynam odczuwać bezczynność i tęsknotę w takim stopniu, że bezpośrednio po meczu nie mogłam rozstać się z moim drugim domem (czyt. duszną i ciasną, ale pełną wspaniałych osób bełchatowską halą). Sezon zakończony medalem wywalczonym ciężką pracą (mimo tylu trudności) i emocjami wartymi prawdziwych mistrzów. Fajnie być malutką częścią takiej sprawy :) W tym miejscu rodzą się wszystkie wspomnienia.. Pierwsza styczność ze Skrą.. reporterskie początki, emocje, zmiany. Przyznam się Wam, że przed pierwszym wystąpieniem w roli fotografa byłam tak podekscytowana, że najpierw umyłam zęby żelem do włosów, a potem jeszcze głowę mydłem w kostce, haha. Stresy z opóźnionymi informacjami o przyznawaniu akredytacji, które często otrzymywałam już w aucie na do Bełchatowa też robiły swoje. Skra to taki kawałek wielkiego świata w małej mieścince o wielkim serduchu. I to w tym wszystkim strasznie mnie rajcuje. 

Moja determinacja jest tak ogromna, że nie byłabym sobą pozostając w bezczynności i grzecznie czekając na następny sezon, (który mam nadzieję nie będzie już tak stresujący, ale owocny w masę nowych doświadczeń, cudnych wydarzeń i zdjęć) dlatego postanawiam podjąć się tajnych projektów, o których wolałabym pisać będąc pewną i dumną podboju. Nie czuję się jeszcze zbyt odważnie i brak mi doświadczenia aby podejmować się wszystkich największych wydarzeń, ale mimo wszystko postaram się Was nie zawieść. Musicie wiedzieć, że nie wszystko zawsze jest proste do realizacji, bo udział w sportowych imprezach to z reguły ciężki kawałek chleba nim zawiśnie na szyi akra. Ja zmagam się z jeszcze jedną ogromną przeszkodą.. Zdana przeważnie wyłącznie na siebie musiałam zaznajomić się z pracą w pojedynkę. Ciężko wtedy pokazać swoje prawdziwe 'ja', swój charakter, możliwości, wyrazić emocje.. Ciężko jest być śmiałym i odważnie gnać na przód, szczególnie kiedy nie wiesz, co może Cię czekać. Mimo bycia wśród swoich czynnym wulkanem lub chociażby ujawniać jego cząstkę poprzez swoje strony, wpisy i zdjęcia, przy boisku zamieniam się w totalnego placka, haha. Jestem tragicznie nieśmiała, niepewna i czuję się mrówką  pośród wszystkich wokół, co uaktywnia we mnie ogromną blokadę nie do przejścia. Patrząc na relacje ze sztabem czy kadrą innych 'po fachu' czuję się totalnym dzieciuchem, dlatego tym trudniej mi do wszystkiego dochodzić, ale nie znaczy to, że nie próbuję.. wręcz przeciwnie! Stale pokonuję strach i własne granice, poszerzam horyzonty - jak nigdy! A wszystko dzięki Wam i dla Was :) Obym jak najdłużej mogła miło Was zaskakiwać :)
***
Zadajecie dużo pytań na przeróżne tematy.. nie zawsze i wszędzie jednak daję radę wyczerpująco odpowiedzieć. Pod tym postem możecie zadawać swoje pytanka.. z podpisem lub anonimowo. Mam nadzieję, że stworzę niedługo sumujący pytania post, który usatysfakcjonuje Waszą ciekawość :)


sezonowe skarby / dream team / mistrzowie / medal, Andrzej i czołg pod pachą (czyt. ja), haha