4/26/2019

Next level .

Obawiałam się tego sezonu okropnie, a jednak muszę przyznać, że poradziłam sobie lepiej niż pierwotnie zakładałam. A zaczęło się w październiku. Po odbyciu studenckich praktyk udałam się na inaugurujące nowy rok akademicki ćwiczenia terenowe dla mojego kierunku. Tydzień buszowania pomiędzy polsko-słowacką granicą wśród jesiennych gór dał mi porządnego kopniaka. Z lekkim opóźnieniem, ale wróciłam. Wiedziałam jednak, że sezon 2018/19 będzie zupełnie inny od moich poprzednich. Rozpoczęłam go w Bełchatowie, a chwilę później odwiedziłam Spałę i zrobiłam rozeznanie wśród nowych buzi Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Swoją drogą to całkiem zabawne, że jeszcze cztery sezony temu przybijałam w spalskim blaszaku piątkę z moimi rówieśnikami, a obecnie częściej od cześć słyszę tam dzień dobry. Starzeję się, haha :) Na kolejne przystanki obrałam sobie miejsca, których jeszcze nie "zdobyłam". Oba utkwiły mi w pamięci szczególnie. Zawiercie chociażby ze względu na kosmiczną atmosferę na trybunach, a Lubin.. cóż, na bliskie spotkanie z piłką i w efekcie wizytę na oddziale neurologicznym. Jak to mówią wstrząśnięta, nie zmieszana, haha :)



Zrobiłam sobie chwilę przerwy, aby głowa doszła do siebie i ruszyłam na dalsze podboje, a w te końcówka listopada wręcz obfitowała. Na pierwszy ogień Liga Mistrzów z udziałem PGE Skry Bełchatów, następnie udałam się na mecz do radomskiego MOSiRu, a na finiszu miesiąca zajrzałam na Puchar Polski, w którym dzielnie walczył SMS.



Grudzień zapowiadał się fajnie, chociaż już na starcie wyszedł lekki falstart. Przygotowana na wyjazd do Radomia, który miał być gospodarzem jednej z grup Klubowych Mistrzostw Świata, musiałam zmienić plany, ponieważ hala pod rozgrywki nie została ukończona i wszystko przeniosło się do Opola - zupełnie poza moim zasięgiem. Ogólnie rzecz biorąc wyniknął jeden wielki spontan i na trzy dni trafiłam do Częstochowy, w której rozegrano turniej finałowy. Mega intensywny weekend i wyścig z czasem"bo studia". Co prawda w lekkim rozgardiaszu, ale zdążyłam.



Fotograficznie rok zakończyłam niedługo później w Bełchatowie. Dalej to już tylko trzy tygodnie nędzy i rozpaczy z pisaniem pracy licencjackiej w tle. Tradycja rozpoczęcia roku w spalskim lesie została podtrzymana, choć w nieco niespodziewany sposób, bowiem meczem towarzyskim Czarnych Radom z reprezentacją Izraela. Główna motywacja? Mała podróż w czasie. Przyznam się Wam do czegoś.. Mimo upływu lat ilekroć jestem w Spale, przyłapuję się na czekaniu.. aż pojawią się w drzwiach twarze tych, od których ta moja spalska przygoda się zaczęła. I gdy chociaż kilku mogłam znowu zobaczyć, tylko wyobraźcie sobie moją radość :)



Późniejsze plany były rozległe, ale na planach się skończyło. Miesiąc nieobecności, jednak co najważniejsze sesja zdana w pierwszym terminie, egzaminy językowe obronione, porządki w szafie i w głowie odhaczone. Po urlopie zrobiłam kilka zdjęć w rodzinnym mieście odwiedzając KS Lechię Tomaszów Mazowiecki. Był to jednocześnie mój jedyny pierwszoligowy mecz minionego sezonu. W lutym dobrze siedziało mi się u moich spalskich księżniczek. Była dobra siatkówka, sporo fajnych rozmów, w ogóle super :)



Koniec lutego to mecze w Bełchatowie i czas, który poświęciłam na bardzo ważne dla mnie osobiste przedsięwzięcia. Weszłam na zupełnie nowy level w życiu i jestem z tego niesamowicie dumna. Z nową energią mogłam zawitać pod złoty sufit w Radomiu. Wróciła Daria, która zagubiła się gdzieś po drodze tego wszystkiego.



Im bliżej końca sezonu tym intensywniej blokowały mnie uczelniane obowiązki, którym musiałam ustępować miejsca. Znalazłam mimo wszystko chwilkę, aby wpaść na 1/2 Mistrzostw Polski Juniorów. Zawsze miło patrzeć na zdolnych ludzi, których podpatrywało się od kadeta. Za chwilę staną przecież na seniorskim boisku :) W międzyczasie podjęłam kolejną próbę odwiedzenia Rzeszowa, z którego docierają do mnie nieustannie zaproszenia. Kolejne fiasko, kolejne przeszkody.. ALE do trzech razy sztuka (mam nadzieję). Obiecałam i dotrzymam słowa :)


Kolejnym przedsięwzięciem miało być zdobycie Kędzierzyna-Koźle i hali ZAKSY, jednak wyjazd nie doszedł do skutku. Powodem był rzekomy błąd systemu i brak odpowiedzi w sprawie przyznania akredytacji. Ostatecznie byłam na liście akredytowanych, ale samo potwierdzenie otrzymałam dwie godziny przed meczem. Nad skuteczną teleportacją wciąż jednak pracuję :) Podjęłam się zatem zlecenia na turniej JOKERY 2019. Nie moje pierwsze, ale wyjątkowe, bo pod patronatem Glinka Academy. Weekend w Ujeździe z wesołą siatkówką i tłumem ambitnych dzieciaków należał do bardzo udanych. Oprócz fotografowania boiskowych zmagań miałam okazję między meczami odwiedzić Arenę Lodową, uczestniczyć w konferencji, a do tego poznać panią Małgorzatę Glinkę - legendę polskiej siatkówki. Podziwiam podwójnie znane osoby, które mimo tytułów, presji i obowiązków potrafią wciąż być zwykłymi ludźmi, z którymi można pogadać o codziennych błahostkach i wymienić się szczerym uśmiechem :)



Wraz z początkiem kwietnia zakończyłam w łódzkiej Atlas Arenie tegoroczną przygodę z Ligą Mistrzów, natomiast sezon PlusLigi finiszowałam najgorszym scenariuszem, choć w wybornym towarzystwie. Walka o 5. miejsce i dwie najbliższe mi drużyny. Nie przepadam w takich chwilach za klęczeniem przy bandzie z aparatem na nosie. Mnóstwo nerwów, brak skupienia przy pracy i jej mało zadowalające efekty. Są momenty, że chciałoby się usiąść w tłumie i po prostu patrzeć. Rozbita między Bełchatowem i Radomiem. Do końca u boku tych, za których zawsze tak mocno ściskam kciuki bez względu na okoliczności. Do końca, bo teraz zmieni się tyle rzeczy..




Mimo, że musiałam wielokrotnie odłożyć siatkówkę na drugi plan, nie czuję rozgoryczenia. Zmierzyłam się z nowymi okolicznościami, a z każdej wypłynęła jakaś nauka. Wiem jednak, że zawsze można lepiej i bardziej. Do tego staram się dążyć. 

Dzisiaj odkrywamy karty nowej reprezentacji. Czas powoli zmieniać barwy i szykować się na biało-czerwone szaleństwo. Zapowiada się ciekawy rok :) Co dalej ze mną? Najbliższa przyszłość wszystko zweryfikuje. Z mojej strony mogę obiecać, że nie będę próżnować. #TajnePlany w toku, haha. Mam nadzieję, że moja praca zbierze kolejne owoce. Małymi kroczkami powoli przed siebie. 

I choć pewnie powinnam od tego zacząć, pozwolę sobie podziękować teraz wszystkim, którzy w choćby najmniejszym stopniu pomogli mi w tych podbojach. Dziękuję redakcji Volleyworld.pl za tyle możliwości, szefowym za wyrozumiałość i zaufanie, moim bliskim, starym i nowym znajomym za każdą pomoc. Wszystkim zawodnikom za serce na boisku i multum emocji, które mogłam uwieczniać i dzielić. Miło mi, że tak wiele publikacji cieszyło moje oczy w tym sezonie. Za każde dobre słowo, które zawsze ogromnie motywuje. Cieszę się, że jest tyle osób, które czekają na nowe zdjęcia i moje przygody mimo, że nikt ze mnie nadzwyczajny. Wasza obecność i zainteresowanie dodają skrzydeł! Po stokroć jestem wdzięczna za Was wszystkich i za moją pasję. Do następnego! :)


fot. Kamil Krawczyk

facebook.com/DariaJanczykPhotography
dariajanczyk.tumblr.com

12/29/2018

Thank you 2018 .

Aż trudno mi uwierzyć, że od ostatniego wpisu minął rok. Narzucam swojemu życiu coraz szybsze tempo, aby wycisnąć z każdej chwili jak najwięcej, a mimo tego wciąż na wszystko brakuje mi czasu. Momentami mam nawet wrażenie, jakby jeszcze więcej rzeczy w tym pośpiechu mi umykało. Też tak macie? :)

Z niemal 80 000 zdjęć powstało około 60 galerii, a na mojej fotograficznej trasie liczącej ponad 7500 km miałam przyjemność odwiedzić Bydgoszcz, Katowice, Częstochowę, Spałę, Radom, Lubin, Zawiercie, Żyrardów, Ostrowiec Świętokrzyski, Bełchatów, Rzeczycę, Ciebłowice Duże, Tomaszów Maz. oraz Łódź - moją bazę wyjściową. W obiektywie znalazły się: Siatkarska Liga Narodów, Klubowe Mistrzostwa Świata, Aleja Gwiazd Siatkówki, All Star Volley, Liga Mistrzów, Liga Siatkówki Kobiet, Plusliga, Puchar Polski, I, II i III liga, kwalifikacje do Mistrzostw Europy U20, Wielki Mecz Marcina Gortata, Ciebłowice Cup, a także mecze towarzyskie, sparingi, treningi reprezentacji Polski seniorów i juniorów. Ponadto miałam przyjemność wykonać reportaż z piłkarskiego meczu III ligi, mini sesję juniorskiej kadry, zdjęcia reklamowe odzieży sportowej i kilka prywatnych projektów. Do tego dochodzące z różnych stron publikacje moich prac - w prywatnych galeriach, pracach dyplomowych, prasie, portalach internetowych. Każda jest ogromnym zaszczytem. Tak samo jak napływające ciepłe słowa. Od Was - kibiców, siatkarzy, kolegów "po fachu", a także wszystkich spoza branży. Dajecie mi ogromne wsparcie i motywację :) Zapraszam na małą podróż przez mój rok 2018.

Wraz z początkiem roku obrałam kierunek spalskich lasów. To właśnie tam - razem z ekipą Szkoły Mistrzostwa Sportowego PZPS, a także w Tomaszowie u boku Lechii i w Radomiu pod skrzydłem Cerradu spędzałam każdą wolną chwilę. Koniec stycznia to powrót do Champions League, do której po raz kolejny przystąpiła bełchatowska Skra.



W luty weszłam z przytupem, porywając się na kolejną siatkarską podróż, aby "zdobyć" nową halę do kolekcji. Siatkówka była najodpowiedniejszym z pretekstów, aby odwiedzić w Bydgoszczy młodą i zdolną Natalię, która kilka lat wcześniej przeprowadzała ze mną wywiad i z którą od tamtej pory stale byłyśmy w kontakcie :) Po dłuższej przerwie wróciłam pod dach hali "Energia". Systematycznie odwiedzałam rodzinne strony, a Walentynki spędziłam debiutując na damskiej siatkówce podczas hitu w Radomiu - Radomka kontra Chemik Police. Dwa dni później na tej samej hali podjęłam ostatnią misję jako dwudziestolatka.



Mimo rosnącej z zewnątrz presji docierałam na niemal każde spotkanie w Radomiu, który stał się moją główną miejscówką ówczesnego sezonu. W międzyczasie wróciłam do Łodzi, aby zrelacjonować Ligę Mistrzów, a pod koniec marca miałam przyjemność zajrzeć do nowej kadry juniorów, której przewodzili trenerzy Mariusz Sordyl i Michał Bąkiewicz. Zastanawiałam się, jak to będzie po ich "złotych" poprzednikach, jednak cała ekipa po kilku minutach rozwiała moje wątpliwości :)



Kwiecień rozpoczęłam od powrotu do bydgoskiej Łuczniczki. Na neutralnym gruncie podjęłam ostateczną decyzję, aby na jakiś czas rozstać się z drużyną Czarnych. Mimo starań i wielkiej sympatii do drużyny pewne sprawy od miesięcy wpływały na mnie niezdrowo. Czułam się rozproszona, a pasja przestała sprawiać mi radość. Ta jednak szerzyła się w moim rodzinnym mieście. Do Tomaszowa Mazowieckiego wróciła wielka siatkówka. Sukcesywnie Lechia brnęła coraz dalej rozsiadając się na dobre w fotelu lidera I ligi. Co prawda ostatecznie uległa częstochowskiej drużynie, jednak towarzyszyłam im z dumą i niezmiennie twierdzę, że jako beniaminek ligi byli największymi zwycięzcami tamtego sezonu. Po finałach zajrzałam jeszcze na plusligowy parkiet i do kadry juniorów, która odbywała sparingi z Finlandią.



Koniec kwietnia to pasmo dobrych informacji, a przede wszystkim tych o powołaniach do nowej kadry seniorów, którą zaczął budować nowy szkoleniowiec, szalony Belg i nadzieja polskiej siatkówki - Vital Heinen. Gdzieś w środku już zawsze będę czuła jakąś wspólną nitkę z moimi spalskimi kolegami, toteż radość z ich obecności na liście była niesamowita. Spontanicznie zawitałam na finał Siatkarskiej Ligi Kobiet, a finalizując sezon ligowy cieszyłam się ze zwycięstwa PGE Skry Bełchatów.


Odpoczynek nie trwał długo :) Swoje studenckie pojedynki rehabilitowałam w Spale. Uwielbiam oglądać siatkówkę zza kulis, a projekt nowej kadry robił spore wrażenie. Niedługo potem spełniłam swoje małe wielkie marzenie, pojawiając się na meczu biało-czerwonych w kultowym katowickim Spodku podczas Alei Gwiazd Siatkówki. Z końcem miesiąca pożegnałam się z kolejnym spalskim rocznikiem - niesamowicie towarzyskim, radosnym i na pewno jednym z najbardziej mi pamiętnych :) Otwierając majówkę zaszczytnie odebrałam fotopowołanie na Siatkarską Ligę Narodów, a następnie popracowałam jeszcze nieco z juniorami.



Chociaż piłka nożna nie jest mi obca, bo to od niej zaczęła się moja sportowo-fotograficzna zajawka, przyznaję, że czerwcowy telefon i propozycja, aby wystąpić w roli fotografa tomaszowskiej drużyny w arcyważnym meczu na stadionie łódzkiego Widzewa, naprawdę mnie zaskoczył. Nie zastanawiając się ani chwili przyjęłam wyzwanie.


Ostatnie dni czerwca przyniosły mi wyczekane ukojenie po ciężkim roku na studiach. Relacje w grupie znacznie się ociepliły i zacieśniliśmy między sobą więzi. Mimo wątpliwości świadomość ogromu wykonanej pracy podpowiedziała, aby dokończyć to, co się zaczęło. Do domu wracałam więc ze świadomością, że w październiku widzimy się ponownie. Ze spokojną głową mogłam wziąć udział w organizowanym przez Gibę All Star Volley. Pojawiłam się też w nowym miejscu i złapałam kilka ujęć w Żyrardowie podczas kwalifikacji do Mistrzostw Europy U20.



Wraz z rozpoczęciem wakacji założyłam sobie, że będzie inaczej niż zwykle. Znalazłam pracę, a czas płynął jak szalony. Było to nowe i cenne doświadczenie, a przy okazji mogłam pozwolić sobie później na małą rekompensatę wszelkich trudów. W lipcu na zaproszenie organizatorów po raz kolejny pojawiłam się na Ciebłowice Cup. Wyjątkowa, bo X edycja cieszyła się dużym zainteresowaniem i mimo deszczowej pogody zabawa była jak zawsze wyśmienita :) Lipiec zbliżał się ku końcowi. Skusiłam się raz jeszcze na udział w imprezie Marcina Gortata. Co prawda moje podejście do organizacji Wielkiego Meczu nie zmieniło się od ubiegłego roku, ale ideę szanuję i mimo wszystko miło było uciec do sportu, poza którym świata się kiedyś nie widziało :)


Tutaj przerwa na wspominaną rekompensatę. To trochę zabawne, bo pierwszy raz na pokładzie samolotu byłam.. pod wodą, gdy nurkowałam przy zatopionych wrakach. Niby nic szczególnego, ale moim wielkim marzeniem było wzbić się ponad chmury. Sierpniowy lot był dla mnie super hiper najlepsiejszym pierwszym lotem ever, haha. A tak przy okazji odwiedziłam Grecję, gdzie zapomniałam o wszelkich troskach, porządnie wygrzałam kości, zajrzałam do kilku obowiązkowych miejsc, próbowałam miejscowych pyszności i przywiozłam mnóstwo pięknych wspomnień :)





Zupełny spontan i milion wątpliwości, ale pojechałam, a razem ze mną cała rodzina. Nowa hala, egzotyczny mecz, niecodzienne miejsce. Mecz Polska - Kamerun w Ostrowcu Świętokrzyskim okazał się naprawdę udanym przedsięwzięciem, a także ostatnią okazją do tego, aby zamienić ze spalskimi kadrowiczami kilka słów i dać im symbolicznego kopniaka na szczęście. Złapałam kilka głębokich oddechów i nie wiedząc kiedy zaskoczył mnie wrzesień, a wraz z nim przyszedł czas na odbycie studenckich praktyk. Przez miesiąc bawiłam się w panią z urzędu i choć przyznam, że nie wyobrażam sobie pracy za biurkiem, zmierzyłam się z rzeczywistością, a przede wszystkim zebrałam kolejne cenne doświadczenie. Ostatnie dni lata były niewątpliwie areną Mistrzostw Świata. Z ręką na sercu przyznaję, że na przestrzeni minionych czterech lat nie było we mnie tak wielkich emocji na meczu Polaków, co podczas tegorocznego czempionatu. Gdy tylu zwątpiło, weszli i wygrali.


Październik zainaugurowałam wyjazdem studialnym w Wysokie Tatry. Piękna pogoda uwydatniła magię kolorów jesieni zarówno po polskiej jak i słowackiej stronie gór, a oczy i serce nie mogły się nacieszyć. Gdy głowa odpoczęła - można było wracać do obowiązków. Z małym poślizgiem rozpoczęłam swój piąty sezon w Pluslidze, a także zbadałam sytuację w spalskiej twierdzy. Odświeżona hala znacznie poprawiła jakość mojej pracy, a tej jest niemało, bo trzeba dokumentować kolejne roczniki mistrzów :) Dużo nowych twarzy, ale atmosfera jak zawsze super.



Nie zagrzałam długo jednego miejsca i postanowiłam odhaczyć następne hale. Spontaniczny, ale jakże udany wyjazd do Zawiercia poszedł na pierwszy ogień, a niedługo później wyczekiwany Lubin. Ten drugi zapewnił mi moc wrażeń, bo uderzenie piłką w głowę skończyło się na wycieczce do szpitala i masie stresu. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze :) Po chwili odpoczynku wystartowałam z Ligą Mistrzów w Bełchatowie, odwiedziłam Radom i Spałę, a po tym czekała mnie misja w Częstochowie.



Klubowe Mistrzostwa Świata miałam spędzić na nowej radomskiej hali, jednak w ostatniej chwili zmieniono miejsce rozgrywek i przez nadmiar obowiązków nie byłam w stanie dotrzeć na fazę grupową. Trzy finałowe dni z najlepszymi klubami na świecie choć niezwykle pracowite, okazały się naprawdę ciekawym turniejem, które przemiło będę wspominać :)



W grudniu raz jeszcze wpadłam do Energii, a potem było już tylko gorzej.. Mimo wszelkich starań musiałam ułożyć sobie w głowie pewien schemat i priorytety. Przede mną praca licencjacka, ogrom projektów i zaliczeń, których nie mogę odkładać na później. To taki moment, gdy muszę zwolnić. Każda chwila jest teraz na wagę złota. Cóż.. To był trudny, ale dobry rok. Mam wielką nadzieję, że 2019 wniesie trochę świeżości oraz da początek czemuś nowemu i lepszemu :) Życzę tego Nam wszystkim!